Sandomierz stracił jedną ze swoich najbardziej urokliwych wizytówek. Nika, znana niemal każdemu turyście i mieszkańcowi, przez lata budziła podziw, podróżując w specjalnym koszu lub na siedzeniu motocykla u boku swojego właściciela. Niestety, jak poinformował Marcin Kurobiowski, jej ziemska podróż dobiegła końca.
"Była rodziną i codziennością" - właściciel żegna przyjaciółkę
- Z ogromnym smutkiem informujemy, że odeszła Nika... nasza wierna towarzyszka. Przyjaciółka i mała legenda Sandomierza. Dla nas była kimś znacznie więcej niż pieskiem na motocyklu. Była rodziną, codziennością i radością. Niestety... los sprawił, że musieliśmy pożegnać ją nagle, po przegranej walce z niespodziewaną chorobą nowotworową
- napisał Marcin Kurobiowski.
Właściciel podziękował wszystkim, którzy przez lata zatrzymywali się, by zrobić zdjęcie, pomachać czy zamienić kilka słów. Nika nie była tylko zwierzęciem - była "czworonożnym znakiem rozpoznawczym Sandomierza".
Grzegorz Socha: Nika jako symbol wywołujący uśmiech
Głos w sprawie straty, jaką poniósł lokalny koloryt miasta, zabrał również Wicemarszałek Województwa Świętokrzyskiego, Grzegorz Socha. Dla niego Nika była dowodem na to, jak wielką siłę ma autentyczność i pozytywna energia.
- Muszę przyznać, że za każdym razem, gdy ją widziałem, pojawiał się szeroki uśmiech
- wspomina wicemarszałek Socha.
- Nika stała się małym symbolem Sandomierza - taką drobną atrakcją, która dawała ludziom radość i zostawała w pamięci.
Refleksja nad marką miasta
Śmierć Niki skłoniła wicemarszałka do głębszych przemyśleń nad tożsamością Sandomierza. Choć miasto kojarzone jest głównie z serialem "Ojciec Mateusz", Grzegorz Socha zauważa, że to właśnie takie autentyczne zjawiska jak Nika budują prawdziwą więź z odwiedzającymi.
- Z czym kojarzy się dziś Sandomierz? Wielu odpowie od razu: Ojciec Mateusz. Ale czy poza serialem zbudowaliśmy markę, z której moglibyśmy być znani wszędzie - tak jak Grójec kojarzy się z jabłkiem?
- pyta Grzegorz Socha.
- Może właśnie to jest kierunek rozmowy o przyszłości naszego miasta - stworzyć coś rozpoznawalnego i naszego. Markę, która będzie przyciągać ludzi i budzić emocje.
Ostatnia przejażdżka za Tęczowy Most
Sandomierz bez Niki na motocyklu nie będzie już taki sam. Pozostaną jednak tysiące zdjęć w albumach turystów z całej Polski i wspomnienie radości, jaką wnosiła na Rynek Starego Miasta.
- Wierzymy, że Nika biega teraz szczęśliwa, po drugiej stronie Tęczowego Mostu, wolna, radosna i zawsze gotowa do kolejnej przejażdżki
- podsumował Marcin Kurobiowski.
Komentarze (0)